PRZENIESIENIE
Od lat nosiłam w sobie ciężar, który wydawał mi się zbyt bolesny, by mówić. Przed zakonem doświadczyłam molestowania przez księdza — wspomnienie, które wydawało się odległe, ale które potrafiło sparaliżować serce. Dopiero kiedy byłam już w zgromadzeniu, podczas konsultacji z psychologiem, zrozumiałam, że dobrze by było „zrobić porządek” z tą częścią mojego życia — że rany przeszłości nie znikną same.
Kiedy podjęłam trud rozmowy z przełożoną, że potrzebuję wsparcia, że to, co się stało, wpływa nadal na moje życie, usłyszałam ciszę. Nie odpowiedziano na moje potrzeby. Zamiast tego — decyzja: przeniesienie mnie do innej placówki, daleko od osób i środowiska, które znałam jako dom i które rozumiały moje słabości. Psycholog, z którym rozmawiałam, ostrzegał, że takie gwałtowne zmiany mogą być dla mnie szkodliwe w tym stanie. Mimo to, ich decyzja była nieodwołalna.
To był moment, w którym poczułam, że nie mam już siły. Kiedy najbardziej potrzebowałam wsparcia, one dodały mi więcej cierpienia. Nie potrafiłam już dłużej żyć w miejscu, które miało być dla mnie duchowym domem, a stało się źródłem bólu.
Czułam się sama, jakby moje prawo do bycia wysłuchaną, do leczenia, zostało odebrane. W nowym miejscu nie było poufności, nie było rozmów, które rzeczywiście dotykałyby bólu. Były tylko polecenia, milczenie i lęk.
Odeszłam, bo nie miałam innego wyboru. To, co mnie zniszczyło, to to jak zostałam potraktowana — bez zrozumienia, bez empatii, bez szacunku. To zabiło resztki mojej siły, by pozostać.
Dziś widzę, że odejście — choć bolesne — stało się dla mnie wyborem, by nie żyć pod dyktat milczenia. Teraz mówię o tym, co mnie spotkało. Nie dla zemsty, ale dla uzdrowienia.
Jeśli ktoś tu czuje to, co ja — Siostro, słyszę Cię. Nie jesteś sama. Twoje doświadczenie ma znaczenie. Twoja prawda zasługuje na głos i na uzdrowienie.
s. Agnieszka – 19 lat we wspólnocie zakonnej


